Czy social media zniszczą redakcje? O przyszłości infosfery na Igrzyskach Wolności

Razem z dr Joanną Gutral oraz prof. Adamem Szynolem brałem udział w panelu Igrzysk Wolności na temat współczesnych mediów.
…i chciałbym się podzielić paroma refleksjami z tej rozmowy.
Po pierwsze: czas mediów tradycyjnych pokroju portali czy gazet dobiega końca. Owszem, będą one jeszcze silnie oddziaływać na społeczeństwo, ale ich znaczenie kurczy się pod naporem nowych mediów, czyli platform, które kiedyś były społecznościowe, a obecnie walczą o atencję użytkownika. I to walczą z sukcesem. Już teraz można wskazać bardzo wiele przykładów pojedynczych osób, które za pomocą socjali wykręcają większe zasięgi niż zatrudniające kilkadziesiąt osób redakcje. Znowu: nie oznacza to, że media tradycyjne zaraz znikną, ale spora ich część nie wytrzyma tej rozgrywki, a reszta przejdzie transformację w kierunku networku spajającego osoby generujące zasięg na różnych platformach.
Po drugie: obecnie dziennikarz powinien być na pierwszej linii kontaktu z czytelnikami. Epoka, w którym dziennikarze odgradzali się od audytorium wygodnymi fortecami redakcyjnych biurek, z których raz na tydzień ciskali granat swojego tekstu już minęła. Dziś trzeba stawać z odbiorcami oko w oko – i to tam, gdzie oni są. Czyli znowu: na platformach social media. A to z kolei wymaga przeformatowania swojego przekazu. Jak powiedziała pani doktor Gutral: nikt nie ma czasu na lekturę analizy liczącej 60 tys. znaków. I nie możemy za to winić odbiorców.
Po trzecie: póki co, trzeba oswoić się z faktem, że w gronie mediów pojawiają się formaty ukierunkowane wyłącznie na zarabianie pieniędzy zasięgami budowanymi na kontrowersji. Niestety, należy oswoić się również z tym, że formaty te będą odnosić oszałamiające sukcesy, przyćmiewające wyniki wielu redakcji. I niestety, będzie to klasyczna prywatyzacja zysków przy socjalizacji kosztów – zyski trafią do prowadzących, a kosztem będzie np. degradacja przestrzeni medialnej antynaukowymi bzdurami czy innego rodzaju dezinformacją. Natomiast podchodzenie do tego z pozycji moralnej wyższości nie rozwiąże problemu. Częścią rozwiązania może być natomiast wykorzystanie tych samych narzędzi grania na połowie przeciwnika z własnym przekazem.
Po czwarte: stan rzeczy z punktu 3. nie zwalnia z prób doprowadzania do np. objęcia twórców posiadających określone zasięgi rygorami prawa prasowego czy dążenia do ustalenia jasnych reguł odpowiedzialności za słowa w internecie. Redaktor naczelny portalu czy gazety publikujący nieprawdę musi liczyć się z klarownie wyznaczoną ścieżką pociągnięcia go do odpowiedzialności. Tymczasem internetowy twórca kłamiący w żywe oczy czuje się dziś bezkarny – bo zwykle nie odpowiada za swoje postępowanie ani on, ani platforma, na której działa.
To się da zmienić i powinno się to zmienić. Zasięg nie może być immunitetem od odpowiedzialności. Za prowadzenie debaty dziękuję Marcelowi Kiełtyce!