Uzasadnienie od lobbystów kopalnianych. Ciemne strony projektu PiS o wyjściu z ETS

Posłowie PiS złożyli swój projekt ustawy o wyjściu z systemu handlu emisjami ETS. Jego uzasadnienie rodzi ogromne kontrowersje: nie tylko neguje naukę, ale także opiera się na argumentach od amerykańskich lobbystów sektora paliw kopalnych.
„Poselski projekt ustawy o uchyleniu ustawy z dnia 17 lipca 2009 r. o systemie zarządzania emisjami gazów cieplarnianych i innych substancji, ustawy z dnia 12 czerwca 2015 r. o systemie handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych oraz o zmianie niektórych innych ustaw” – taki tytuł nosi poselski projekt zaprezentowany przez parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, który ma na celu wyprowadzenie Polski spod rygoru unijnego systemu handlu emisjami, czyli tzw. ETS. Politycy partii Jarosława Kaczyńskiego od dawna nawoływali do zawieszenia lub opuszczenia tegoż systemu, ale teraz ich słowa przyoblekły się w projekt prawa, które ma do tego doprowadzić. Jednakże uzasadnienie, na którym opiera się projekt, nie tylko nie daje podstawy prawnej do wyjścia z ETS, ale także jest pełne antynaukowych stwierdzeń oraz argumentów zaczerpniętych bezpośrednio od lobbystów pracujących na rzecz sektorów ropy, gazu i węgla.
Z nauką na bakier
W uzasadnieniu posłowie PiS starają się przede wszystkim udowodnić, że sama idea ETS jest bez sensu. W tym celu stają oni w konflikcie względem ustaleń nauki znanych od 130 lat. Wskazują bowiem, że „to nie CO2 powoduje ocieplenie” oraz że „nie ma fizycznych dowodów” na to, że dwutlenek węgla ociepla klimat.
Po pierwsze, fakt, że CO2 ma właściwości cieplarniane i przez to może ocieplać klimat wykazał już Svante Arrhenius w 1896 roku. Nie istnieje ani jedna recenzowana publikacja naukowa, która podważałaby te ustalenia, tak samo jak nie istnieje ani jedna recenzowana publikacja naukowa, która udowadniałaby, że wzrost stężenia dwutlenku węgla jest tylko efektem, a nie przyczyną obecnie zachodzącej zmiany klimat. Kwestionowanie tego to po prostu wyraz obskurantyzmu. Warto tu podkreślić, że w czasach rządów PiS na stronach Ministerstwa Klimatu i Środowiska można było znaleźć rzetelne materiały edukacyjne tłumaczące, jak postępuje obecna zmiana klimatu. Z kolei kierowany przez ministra Przemysława Czarnka resort edukacji i nauki wplótł elementy wiedzy o klimacie do programu nauczania w szkołach.
Politycy PiS bronią tego poglądu zasłaniając się autorytetem Petera Langdona Warda, specjalisty od wulkanologii. Problem polega na tym, że Ward swoje tezy w tym zakresie przedstawiał jedynie na… swoim blogu. A więc poza oficjalnym obiegiem naukowym. Mógł więc tam napisać wszystko, tak jak każdy, kto prowadzi bloga.
Jednakże prawdziwe kontrowersje dopiero się związane z uzasadnieniem dopiero się zaczynają. W dalszej części dokumentu PiS powołuje się na Craiga D. Idso, czyli szefa Center for the Study of Carbon Dioxide and Global Change. Jest to organizacja finansowana m.in. przez ExxonMobil (firmę naftową) i Peabody Energy (największy w USA koncern węglowy). Zadaniem tej organizacji jest przede wszystkim szerzenie dezinformacji klimatycznej, co zresztą uwypuklono nawet w artykule na jej temat na anglojęzycznej Wikipedii, gdzie wprost wskazano, że podmiot ten „jest postrzegany jako organizacja fasadowa branży paliw kopalnych oraz jako podmiot promujący negowanie zmian klimatu”. Mówiąc inaczej: jest to organizacja udająca think-tank, której celem jest promowanie agendy sektora paliw kopalnych.
Uzasadnienie zawiera też odwołanie do ustaleń Nongovernmental International Panel on Climate Change (NIPCC). To z kolei swoista karykatura IPCC (Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu). Podmiot ten współtworzy… wspomniany już Craig D. Idso. NIPCC jest projektem trzech podmiotów: wspomnianego już Center for the Study of Carbon Dioxide and Global Change, Heartland Institute (o którym za chwilę) oraz Science & Environmental Policy Project (SEPP), czyli organizacji, która… również otrzymywała pieniądze od ExxonMobil. Z kolei sam NIPCC od 2003 roku stara się wykazać, że klimatolodzy się mylą, a ich prognozy się nie sprawdzą. Problem polega na tym, że w tym czasie, jeśli jakaś prognoza IPCC dot. klimatu się nie sprawdzała, to dlatego, że ocieplenie postępowało szybciej niż zakładano.
Politycy PiS powołali się także na Heartland Institute. Jest to znany think-tank i organizacja lobbingowa, która zdobyła rozgłos po tym, jak w latach 80. dostawała pieniądze od koncernu Philip Morris za to, by podważać negatywne efekty biernego palenia. W ostatnich latach instytut zajmuje się głównie kwestionowaniem globalnego ocieplenia. Jest również finansowany przez ExxonMobil. Z kolei sam Heartland Institute płacił regularnie… Craigowi D. Idso oraz była partnerem organizacyjnym dla Nongovernmental International Panel on Climate Change.
Jak się zatem okazuje, politycy PiS dopuścili się w uzasadnieniu do swojej ustawy dość złożonej manipulacji. Na pierwszy rzut oka oparli się na kilku różnych podmiotach i osobach. Tymczasem w rzeczywistości przytoczyli opinie sieci dezinformacyjnej, złożonej z powiązanych ze sobą podmiotów, hojnie podlewanych pieniędzmi od firm wydobywczych. Ta sieć została stworzona celowo: by wprowadzać do debaty publicznej treści, które są sprzeczne z ugruntowaną wiedzą naukową i mają podważać pozamerytorycznie opinie naukowców oraz uderzać w sam wizerunek nauki jako takiej. Potem te materiały lądują np. w kiepskiej jakości prasie, „kontrowersyjnych” podcastach, a w Polsce: w uzasadnieniach poselskich projektów ustaw.
Prawo bez prawa
To jednak nie wszystko, jeśli chodzi o kontrowersje co do uzasadnienia. W dokumencie najbardziej uderza to, czego ta, nie ma. W kilkudziesięciostronicowym opracowaniu nie da się bowiem znaleźć… podstawy prawnej dla uchylenia ustaw implementujących w Polsce dyrektywę ETS.
Jako substytut takiej podstawy znaleźć można obszernie przytoczone fragmenty Konstytucji RP oraz orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego wraz ze wskazaniem potrzeby konstytucyjnej weryfikacji „głównych krajowych aktów prawnych implementujących Zielony Ład, z systemem EU ETS na czele”. Ale to w żaden sposób nie tłumaczy, jak posłowie PiS chcą znieść rygory wynikające z systemu handlu emisjami dla Polski. Co więcej, w sytuacji stwierdzenia niezgodności prawa UE z prawem polskim na stole pozostają trzy rozwiązania: zmiana prawa unijnego, zmiana prawa polskiego albo wyjście z Unii Europejskiej. Wyroki TK żadnych nowych kompetencji w tym zakresie nie przyznają.
Z kolei stan prawny co do systemu handlu emisjami jest dość czytelny: ETS został implementowany do polskiego porządku prawnego w 2004 roku; sam system został wprowadzony do prawa unijnego rok wcześniej, a zaczął działać w roku 2005. Od tego czasu jest nieodłącznym elementem polskiej gospodarki zgodnie z art. 4 dyrektywy. Jeśli doszłoby do uchybienia głównemu obowiązkowi związanemu z ETS – tj. wskazane podmioty, np. elektrownie, nie wykupiłyby i nie umorzyły odpowiedniej liczby uprawnień – to dyrektywa przewiduje za to kary. Ich wysokość to 100 euro za każde nieumorzone uprawnienie plus konieczność wykupu brakujących uprawnień. Propozycja legislacyjna posłów PiS prowadziłaby do takich właśnie konsekwencji, tj. do nałożenia na polskie podmioty gigantycznych kar.
Warto też zwrócić uwagę na fragment o skutkach regulacji dla budżetu. Nie zostały one w ogóle wyliczone, bo posłowie PiS musieliby przyznać, że z kasy państwa wyparowałoby rocznie kilkanaście-kilkadziesiąt miliardów złotych. W ciągu ostatnich 10 lat dochody budżetu państwa z tytułu sprzedaży uprawnień do emisji sięgnęły bowiem 135 mld złotych. Tymczasem uzasadnienie stanowi tylko, że „ETS stanowi co do zasady dochód budżetu państwa”, a potem przechodzi w nieostre i ogóle sformułowania, że „likwidacja obciążeń dla gospodarki jest zawsze w sposób naturalny bardziej korzystna niż jakakolwiek redystrybucja”. Warto nadmienić, że takim stwierdzeniem parlamentarzyści PiS wywrócili np. logikę programu 500+, który był programem redystrybucyjnym i z jakiegoś powodu przyznawał świadczenie, a nie obniżał podatki.
Najciekawsze jest ostatnie zdanie projektu: „Projektu ustawy jest zgodny z prawem Unii Europejskiej” (pisownia oryginalna). Otóż nie, nie jest. Bo takie wyjście z ETS jest wprost sprzeczne z prawem UE.
Wrzutka, a nie propozycja
Czytając uzasadnienie trudno nie odnieść wrażenia, że ma się do czynienia z ordynarną wrzutką polityczną, nie zaś poważnym projektem ustawy. Posłowie PiS nie tłumaczą na jakiej podstawie prawnej chcą dokonać wyjścia z ETS, nie analizują skutków budżetowych, nie proponują niczego konkretnego poza prostym uchyleniem przepisów – to jasno wskazuje, że chcą mieć po prostu punkt odniesienia w kampanii wyborczej i materiał do sloganów politycznych pokroju „mamy ustawę o wyjściu z ETS”. Tymczasem ta ustawa nie tylko nie poprawiłaby sytuacji polskiego przemysłu objętego systemem handlu emisjami, ale wręcz naraziłaby go na ogromne straty związane z karami.