USA i Iran kończą wojnę. Amerykanie wracają na tarczy

USA i Iran podpisały właśnie memorandum określające ramowe warunki zakończenia konfliktu i co tu dużo mówić: takie brzmienie porozumienia jest porażką Ameryki. I to sporą, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że wojnę rozpoczęły Stany Zjednoczone.
Dokument został podpisany zdalnie w nocy z 17 na 18 czerwca przez prezydentów Trumpa i Pezeszkiana. Przewiduje on 60-dniowy termin na wynegocjowanie i zawarcie finalnej umowy (można go przedłużyć), niemniej wprowadza „natychmiastowe i trwałe” zakończenie działań wojskowych na „wszystkich frontach”, w tym w Libanie Natomiast najważniejsze dla oceny memorandum są jego pozostałe ustalenia, które przytoczyły m.in. BBC i CBS. Oto najważniejsze z nich.
Sztuka umowy
Po pierwsze: Stany Zjednoczone i Iran będą szanować wzajemnie swoją suwerenność i integralność terytorialną. Czyli koniec z planami przejęcia wyspy Chark dającej kontrolę nad eksportem irańskiej ropy naftowej, którymi szermowali tak Donald Trump, jak i ludzie z jego otoczenia.
Po drugie: Stany Zjednoczone zniosą wszystkie sankcje gospodarcze wobec Iranu, w tym te zawarte w rezolucjach Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz te wprowadzone jednostronnie przez USA; co więcej – Stany Zjednoczone rozpoczną znoszenie swojej blokady morskiej oraz wszelkich zakłóceń lub utrudnień, które zostały nałożone na irańskie porty. Oznacza to nie tylko, że irańska ropa może sobie swobodnie płynąć do odbiorców w Chinach czy Indiach, ale także, że z Teheranu spada potężny gorset restrykcji wprowadzanych przez Waszyngton. Ta lista jest naprawdę długa i zawiera nie tylko sankcje surowcowe, ale również bankowe czy cyfrowe. Dla irańskiego reżimu to jest spory prezent.
Po trzecie: Stany Zjednoczone i partnerzy regionalni opracują „wzajemnie uzgodniony plan” o wartości co najmniej 300 mld dolarów na odbudowę i rozwój gospodarczy Iranu. Amerykańscy dyplomaci podkreślili od razu, że to nie oznacza, iż USA zaangażują się finansowo w ten proces (ale raczej będą dawać zielone światło państwom Zatoki na inwestycje w Iranie), natomiast znowu: Teheran dostaje obietnicę inwestycji w wysokości swojego rocznego PKB w związku z rozpoczętą przez USA wojną. Trudno tu uciec od terminu „reparacje” czy „odszkodowanie”, zwłaszcza, że jeśli spojrzymy na stronę korzyści odniesionych przez Amerykę to lista zawiera w zasadzie jeden punkt: zakończenie konfliktu, który był bez sensu.
Po czwarte: Iran zgodził się nie wytwarzać ani nie nabywać broni jądrowej, a obie strony uzgodniły, że w bliżej nieokreślony sposób zajmą się już istniejącym w Teheranie wzbogaconym uranem. Memorandum precyzuje, że plan postępowania z uranem będzie „wzajemnie uzgodniony” w dalszych rozmowach, ale w wersji minimum materiał ma zostać zubożony w Iranie pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. To jest chyba najbardziej tragikomiczny punkt całego memorandum. Cała ta wojna – w retoryce prezydenta USA – miała się toczyć o zniszczenie irańskiego potencjału jądrowego. Jeśli powyższe deklaracje mają uosabiać cel tego konfliktu, to śmiało można go nazwać najgłupszą wojną nowoczesnej Ameryki.
Po piąte, Stany Zjednoczone zobowiązują się w pełni udostępnić zamrożone lub ograniczone środki finansowe po podpisaniu memorandum, a szczegóły tego procesu zostaną uzgodnione w trakcie negocjacji. Chodzi tu o ok. 25 mld dolarów, o których wcześniej informowała Agencja Reutera; z kolei strona irańska przedstawiała skromniejsze wyliczenia (12 mld dolarów). Tak czy siak: sporo pieniędzy w ramach kolejnego prezentu dla Teheranu.
Pokój według Trumpa
Oczywiście ostatnie 3 miesiące nauczyły opinię publiczną, że w kwestii polityki administracji Trumpa nic nie jest pewne i ramy wyznaczone przez memorandum mogą zostać dowolnie przesunięte, ale w powyższym kształcie dokument wygląda na rozpaczliwą próbę wyprostowania sytuacji, która wymknęła się prezydentowi USA spod kontroli.
Zamiast błyskotliwej, krótkiej wojny Waszyngton dostał regionalny konflikt o potężnym ciężarze politycznym, kosztowny kryzys energetyczny i powiązane z tym wszystkim negatywne nastroje, mocno przekładające się na sondażowe projekcje przed listopadowymi wyborami połówkowymi. Już sam taki a nie inny rozwój wypadków uderzał w prestiż USA, a ujawnione warunki kreślone przez memorandum tylko to wrażenie utwierdzają.
Można też dodać, że bilans tego konfliktu jest dość słaby jak na państwo, które ma Departament Wojny, ale to już byłyby niepotrzebne złośliwości.