Kluczowy saudyjski rurociąg nie działa. Dostawy do Polski zagrożone

Rurociąg Wschód-Zachód, będący jedynym dostępnym obecnie korytarzem eksportu saudyjskiej ropy, musiał wstrzymać pracę po ataku dronów. Połączenie to odpowiada za dostawy surowca m. in. do Polski. Jak poważna jest sytuacja?
Poniżej wszystkie najważniejsze informacje dotyczące ataku na saudyjski rurociąg Wschód-Zachód.
Czym jest rurociąg Wschód-Zachód i co wiadomo o samym ataku?
W nocy z czwartku na piątek w mediach pojawiły się zdjęcia satelitarne pokazujące słupy dymu nad zachodnią częścią Półwyspu Arabskiego, a dokładnie: na południe od Medyny. Materiały zostały opisane jako dowód na uszkodzenie rurociągu Wschód-Zachód, będącego jedynym dostępnym obecnie korytarzem eksportu saudyjskiej ropy.
Rurociąg Wschód-Zachód (zwany też Petroline) ciągnie się na odległość 1200 kilometrów przez całą Arabię Saudyjską. Powstał w czasie wojny irańsko-irackiej jako alternatywa dla transportu ropy przez Cieśninę Ormuz. Jego normalna przepustowość pozwala na przesyłanie 5 mln baryłek ropy dziennie ze wschodnich pól wydobywczych do rafinerii i terminali eksportowych w Janbu nad Morzem Czerwonym. Po wybuchu konfliktu w Zatoce Perskiej w lutym 2026 r., przepustowość rurociągu udało się zwiększyć do 7 mln baryłek dziennie. W ciągu ostatnich miesięcy połączenie to zapewniało 4-5% światowej podaży ropy naftowej.
Następnie do mediów dostały się zdjęcia satelitarne dwóch przepompowni rurociągu Wschód-Zachód. Jedna z nich (położona w pobliżu miejscowości Al Mesba’ah) nosiła ślady poważnego pożaru, druga (leżąca nieopodal miejscowości Al Dhekra) została sfotografowana przez satelitę z widocznymi płomieniami i słupem dymu unoszącym się znad instalacji.
W piątek wieczorem saudyjskie ministerstwo energii potwierdziło, że doszło do uderzenia na rurociąg. Zaznaczyło jednocześnie, że w ramach środków ostrożności funkcjonowanie połączenia zostało tymczasowo wstrzymane. Według informacji podawanych przez stronę saudyjską, rurociąg Wschód-Zachód został zaatakowany przez drony, które nadleciały znad Iraku (działają tam wspierane przez Iran lokalne bojówki). Komunikaty Saudyjczyków wspominały też o rannych osobach oraz o uszkodzeniach, które są naprawiane.
Jak poważne są uszkodzenia?
Na podstawie dostępnych informacji nie da się precyzyjnie ustalić skali zniszczeń wyrządzonych infrastrukturze rurociągu Wschód Zachód. Kluczowe w ocenie są zdjęcia pokazujące uszkodzone przepompownie (zwłaszcza tę w okolicy Al Mesba’ah), ale trzeba pamiętać, że nawet zniszczenie takiego obiektu nie musi koniecznie oznaczać niemożliwości przesyłu ropy rurociągiem. Połączenie może działać w oparciu o inne przepompownie, ale jego przepustowość będzie ograniczona.
Warto tu przywołać sytuację z kwietnia tego roku, kiedy to siły irańskie uderzyły właśnie w przepompownię rurociągu Wschód-Zachód. Nie przerwało to całkowicie pracy połączenia, ale obniżyło jego przepustowość o 700 tys. baryłek ropy dziennie.
Jak zatem interpretować wstrzymanie pracy rurociągu? Z jednej strony: taka decyzja może oznaczać, że dostępne możliwości tłoczenia ropy są niewystarczające do pracy połączenia. Z drugiej: można założyć, że Saudyjczycy nie chcą przeciążyć instalacji i wolą dokonać oceny zniszczeń oraz wstępnych napraw i konserwacji w bezpiecznych warunkach.
Jakie mogą być skutki dla Polski?
W 2025 r. Arabia Saudyjska odpowiadała aż za 46,9% polskiego importu ropy. Dostawy były realizowane właśnie z terminali Janbu. Można zatem założyć, że w sytuacji przedłużającej się przerwy w funkcjonowaniu rurociągu dostawy ropy do Polski będą zagrożone. Wszystko zależy tu od tego, czy strona saudyjska zdecyduje się zastosować klauzulę siły wyższej, znaną chociażby z przerwy w dostawach LNG z Kataru.
Warto tu jednak zaznaczyć, że koncern Saudi Aramco ma też do dyspozycji terminal eksportowy w Egipcie (Sidi Kerir), który od lipca tego roku jest intensywniej eksploatowany przez spółkę. Wychodzą z niego transporty ropy (niekoniecznie saudyjskiej) do odbiorców także na Starym Kontynencie. Infrastruktura ta może zostać wykorzystana do przekierowania ewentualnych dostaw spotowych w miejsce tych, które nie będą mogły wyjść z terminali Janbu. Istotny dla Polski może być fakt, że Saudi Aramco ma udziały w rafinerii w Gdańsku.
Na uboczu całej sytuacji trzeba przypomnieć, że Polska dysponuje również obowiązkowymi zapasami ropy naftowej i paliw odpowiadającymi co najmniej 90 dniom średniego zapotrzebowania gospodarki, co stanowi istotny bufor bezpieczeństwa w przypadku zakłóceń dostaw. Zapasy liczone są w oparciu o scenariusz, w którym do kraju nie docierają w ogóle importy nośników energii. Tymczasem ropę do Polski dostarcza także np. Norwegia; Polacy mają także własne wydobycie tego surowca.