Energetyczne niesporczaki zderzone z rzeczywistością. Te dane obalą popularny mit

Ludzki światopogląd bywa wytrzymalszy niż niesporczaki jeśli chodzi o pielęgnowanie niektórych mitów. Nie przeszkadza mu presja danych. Ale każdy ma swoje punkty krytyczne. W przypadku hasła o „Chinach, co mają gdzieś transformację energetyczną” te punkty zostały już przekroczone.
Stworzenie na grafice to niesporczak – bezkręgowiec, który potrafi znieść praktycznie wszystko. Wytrzymuje temperatury w zakresie od 150° C do okolic zera absolutnego. Jest najodporniejszym na promieniowanie jonizujące zwierzęciem świata. Potrafi przeżyć 100 lat bez wody – być może i więcej, ale takim zbadanym okresem dysponują naukowcy. Niemniej, nawet niesporczak miałby problem z wytrzymaniem zderzenia, jakie rzeczywistość zafundowała popularnej jeszcze niedawno tezie, że „Chiny mają gdzieś transformację energetyczną”. Żeby to zrozumieć, wystarczy spojrzeć na podstawowe dane.
Zielony Tygrys
Według informacji Międzynarodowej Agencji Energii, Chiny w zeszłym roku wydały na transformację energetyczną kwotę ok. 1,1 bln dolarów, czyli połowę światowych wydatków na ten cel. Pekin kolejny rok z rzędu bił rekord nakładów w tym zakresie – i kolejny rok z rzędu wydawał tyle, ile reszta świata razem wzięta.
Na co idą te pieniądze? Przede wszystkim na źródła odnawialne. Chiny są największym na świecie inwestorem w OZE, ich moc zainstalowana w tej technologii przebiła 2400 GW. Mają więc już teraz dwa razy więcej OZE niż mocy węglowych, co roku budując więcej mocy w turbinach wiatrowych czy panelach fotowoltaicznych niż reszta świata razem wzięta.
Chiny są również największym inwestorem w energetykę jądrową i w okolicach 2030 r. będą miały najwięcej działających reaktorów na świecie, wyprzedzając w tym zakresie Stany Zjednoczone.
Państwo Środka to również największy producent, eksporter oraz rynek samochodów elektrycznych i dzięki elektryfikacji transportu zaczęły obniżać zużycie ropy i sprzedaż paliw (w ubiegłym roku sprzedaż benzyny i oleju napędowego spadła w Chinach prawie o 6%).
Dzięki tym wszystkim rozwiązaniom Chiny już wyprzedziły UE i USA w tempie elektryfikacji gospodarki, produkując więcej prądu niż Unia i Stany razem wzięte i wypierając nim paliwa kopalne z transportu i przemysłu. Chiny – dzięki transformacji – obniżyły w 2025 r. swoje emisje CO2 (o 0,3%) oraz produkcję energii z węgla (o 1,5%).
Węglowy Smok
Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że pomimo tego Chiny to wciąż najbardziej zawęglowione państwo świata i największy inwestor w energetykę opartą na węglu. To prawda, ale dla pełnego obrazu należy uwzględnić też niuanse dotyczące tego sektora.
Chiny są światowym liderem w budowie elektrowni węglowych. Mają grubo ponad 1000 GW mocy w tych technologiach i cały czas stawiają nowe jednostki. Jednakże tempo przyrostu tych mocy w ubiegłym roku było takie, że na 1 GW w węglu stawiano w ChRL 15 GW w samych OZE.
Równolegle wykorzystanie chińskich jednostek węglowych spada. W ciągu ostatnich 15 lat współczynnik wykorzystania mocy węglowych spadł z ponad 60 do 50%. W 2026 roku prawdopodobnie utrzyma się na tym samym poziomie lub nieznacznie spadnie. Upraszając ten wskaźnik i przekładając go na zrozumiałe terminy: to tak, jakby elektrownie węglowe przez pół roku nie pracowały.
Tak zatem wygląda obecna panorama transformacyjna Chin. Jak widać, jej obraz leży bardzo, bardzo daleko od popularnego mitu. Co ważne – ten tekst to nie jest gloryfikacja ChRL. To jest wskazanie, że ludzie, którzy jeszcze niedawno stosowali wymówkę „nie róbmy nic, bo Chiny” po prostu wprowadzali swoich odbiorców w błąd.